Wschodzący księżyc rzuca blade iskry na jezioro. Ostatni dźwięk ptaków odbija się z oddali, a mrok spowija mniej widoczne fragmenty krajobrazu. Chłód wdziera się do środka, więc zatrzaskuję okno. Czara nocy dopełnia się, gdy na niebie pojawiają się gwiazdy. Zmartwiona zwieszam głowę, siadam na parapecie i obserwuję stopy. Pociągam nosem. Smutek i rozpacz owiewa moje skruszone serce. Jutrzejszego dnia ma nastąpić początek szkoły. Początek męczarni i chodzenia z kąta w kąt. Początek piekła.
***
Przeczesuję włosy w niewiadomym celu. Poranek. Godzina siódma, a za oknem rażący blask. Nic nowego, jedynie kolejna dziura w sercu i strach. Paniczny strach przed kolejną ignoracją i samotnością, dolegającą przez 10, okrągłych miesięcy. Otwieram ociąganie szafę i spoglądam na wieszak na, którym pyszni się ubranie przygotowane na ten dzień.
Odświętna czerń i biel idealnie opisuje mój humor. Niechętnie ubieram się w spódnicę, której nienawidzę. Przeglądam się w lustrze, i próbuję się uśmiechnąć do wciąż niewyraźnej zaspanej twarzy po drugiej stronie, ale... Nie wychodzi. Wreszcie wchodzę do łazienki i przywracam sobie wygląd człowieka, a nie zombie. Upinam włosy w koka i perfumuję swoje ciało odświeżającym zapachem malin. Oceniam swój wygląd na znośny i wychodzę z toalety, jako już żywa. Wchodzę do kuchni, gdzie mama wita mnie z uśmiechem.
- Na co masz ochotę? - pyta.
Wzruszam ramionami obojętnie w odpowiedzi, a mama kręci nosem.
- Jak zwykle. - mamrocze.
Zasiadam do stołu, lekko rozbawiona, czekając na śniadanie. Po krótkiej chwili, moje nozdrza uderza wyśmienity zapach... ,,Naleśniki flambirowane?", myślę. Mama kładzie talerz przede mną. ,,Zgadłam", uśmiecham się i zabieram się do jedzenia. Moja rodzicielka również kosztuje naleśników. Niestety, brakowało mi kogoś...
- Gdzie tata?
- Wiesz, że w pracy. - wzdycha mama.
No, tak. Odkąd dostał awans nie miał dla nas czasu. W dodatku mama także miała szansę na lepszą posadę. Wtedy stracę ich oboje, moich jedynych przyjaciół. Jedyne osoby do, których mogę się odezwać. Nie chcę tego. Boję się o tym myśleć. Gdy talerz jest pusty, wstaję i szykuję się do wyjścia. Na zewnątrz jest ciepło, nutka wakacji jeszcze nie zniknęła, więc decyduję się tylko zawiązać apaszkę, w razie gdyby był wiatr. Mama pośpiesznie zakłada buty i płaszcz. Nie protestuję, gdy chce mnie podwieźć. Możliwe, że to ostatni raz gdy może to zrobić. Poza tym, co mam do stracenia? Po co włóczyć się samemu? Wsiadamy do samochodu. Mama przekręca kluczyk w stacyjce i wyjeżdżamy z podwórka. W radiu mówią o początku szkoły, powrocie do przyjaciół. Mama uśmiecha się. Pewnie wspomniała swoje przyjaciółki. No i myśli, że wreszcie spotkam się po długim rozstaniu ze swoją naj - Jodie. Jodie jest przeze mnie wymyślona, aby moi opiekunowie się nie martwili o brak towarzystwa. Moja rzekoma przyjaciółka miała wyjechać na wakacje do Alaski, do rodziców, którzy tam pracują. Mieszka w Londynie, u cioci. Dość szybko wymyśliłam jej biografię. Jednak mamę trapi to, że dziewczyna jeszcze nigdy nie była u nas w gości. Wymijam się jej srogą ciocią, a ja sama nie chcę jej zapraszać do naszego "takiego sobie" domu, choć wystrój naszego mieszkania wcale mi nie przeszkadza, musiałam wymyślić wymówkę.
- Jesteśmy. - oznajmia mama.
Przede mną maluje się ogromny budynek kościoła. Katedra św. Jerzego. Widzę tłumy osób idących na mszę. Mama całuje mnie w policzek i wychodzę. Wzdycham na moment, widząc grupki roześmianych dziewczyn. Dlaczego jestem wyrzutkiem społeczeństwa? Sama nie wiem, jakoś tak się ułożyło... Może jestem zbyt nieśmiała, za późno się ubiegałam o przyjaźń? Dręczą mnie pytania, ale idę. Ignoruję spojrzenia plastików z mojej klasy. Wchodzę do środka kościoła i zajmuję miejsce w jak najbardziej osamotnionej ławce. Mimo tłumów, nikt oprócz mnie na niej nie siedzi. Jest to zapomniane miejsce, tak jak ja. Wnętrze katedry jest proste, ale nad wyraz niesamowite. Po chwili słyszę pierwsze takty psalmu.
***
Szmery ucichają. Dyrektorka wkracza na środek i podchodzi do mikrofonu. Uśmiecha się złośliwie. Dyrektor Mean, jest przebrzydłą kobietą. Doprawdy, nie wiem skąd bierze się w jej małym ciałku tyle wściekłości! Dziewczyna obok mnie przybiera pełną odrazy minę.
- Witajcie, kochani. - zaczyna dyrektorka. - Widzę was w całym, a nawet większym komplecie. - śmieje się. - Mam zaszczyt powitać nowych jak i starych uczniów w naszej dobrej szkole, KCL (King's College London). Jednakże najwspanialszą nowiną, jaką możemy dziś usłyszeć jest powitać chłopców z One Direction! Zapraszam was tutaj.
Wszyscy milkną. Pięciu chłopaków podchodzi niechętnie do dyrektorki, która ich obejmuje. Słyszę wyrazy współczucia, podekscytowane piski, a mi zamiera serce, gdy ON się we mnie wpatruje...
___________________________
No i mamy cz. I, gdyż Prolog się wam spodobał :)
Komentujcie, polecajcie znajomym! <3
/Marseleg

Boskie <3
OdpowiedzUsuńCzekam na II część.
Cudne :o
OdpowiedzUsuńsuper <3 :*
OdpowiedzUsuń