sobota, 8 marca 2014

Imagin z Niallem - ,,I always love you" Cz.1

Wschodzący księżyc rzuca blade iskry na jezioro. Ostatni dźwięk ptaków odbija się z oddali, a mrok spowija mniej widoczne fragmenty krajobrazu. Chłód wdziera się do środka, więc zatrzaskuję okno. Czara nocy dopełnia się, gdy na niebie pojawiają się gwiazdy. Zmartwiona zwieszam głowę, siadam na parapecie i obserwuję stopy. Pociągam nosem. Smutek i rozpacz owiewa moje skruszone serce. Jutrzejszego dnia ma nastąpić początek szkoły. Początek męczarni i chodzenia z kąta w kąt. Początek piekła.
                                                                           ***
Przeczesuję włosy w niewiadomym celu. Poranek. Godzina siódma, a za oknem rażący blask. Nic nowego, jedynie kolejna dziura w sercu i strach. Paniczny strach przed kolejną ignoracją i samotnością, dolegającą przez 10, okrągłych miesięcy.  Otwieram ociąganie szafę i spoglądam na wieszak na, którym pyszni się ubranie przygotowane na ten dzień.

     Odświętna czerń i biel idealnie opisuje mój humor. Niechętnie ubieram się w spódnicę, której nienawidzę. Przeglądam się w lustrze, i próbuję się uśmiechnąć do wciąż niewyraźnej zaspanej twarzy po drugiej stronie, ale... Nie wychodzi. Wreszcie wchodzę do łazienki i przywracam sobie wygląd człowieka, a nie zombie. Upinam włosy w koka i perfumuję swoje ciało odświeżającym zapachem malin. Oceniam swój wygląd na znośny i wychodzę z toalety, jako już żywa. Wchodzę do kuchni, gdzie mama wita mnie z uśmiechem.
- Na co masz ochotę? - pyta.
Wzruszam ramionami obojętnie w odpowiedzi, a mama kręci nosem.
- Jak zwykle. - mamrocze.
Zasiadam do stołu, lekko rozbawiona, czekając na śniadanie. Po krótkiej chwili, moje nozdrza uderza wyśmienity zapach... ,,Naleśniki flambirowane?", myślę. Mama kładzie talerz przede mną. ,,Zgadłam", uśmiecham się i zabieram się do jedzenia. Moja rodzicielka również kosztuje naleśników. Niestety, brakowało mi kogoś...
- Gdzie tata?
- Wiesz, że w pracy. - wzdycha mama.
No, tak. Odkąd dostał awans nie miał dla nas czasu. W dodatku mama także miała szansę na lepszą posadę. Wtedy stracę ich oboje, moich jedynych przyjaciół. Jedyne osoby do, których mogę się odezwać. Nie chcę tego. Boję się o tym myśleć. Gdy talerz jest pusty, wstaję i szykuję się do wyjścia. Na zewnątrz jest ciepło, nutka wakacji jeszcze nie zniknęła, więc decyduję się tylko zawiązać apaszkę, w razie gdyby był wiatr. Mama pośpiesznie zakłada buty i płaszcz. Nie protestuję, gdy chce mnie podwieźć. Możliwe, że to ostatni raz gdy może to zrobić. Poza tym, co mam do stracenia? Po co włóczyć się samemu? Wsiadamy do samochodu. Mama przekręca kluczyk w stacyjce i wyjeżdżamy z podwórka. W radiu mówią o początku szkoły, powrocie do przyjaciół. Mama uśmiecha się. Pewnie wspomniała swoje przyjaciółki. No i myśli, że wreszcie spotkam się po długim rozstaniu ze swoją naj - Jodie. Jodie jest przeze mnie wymyślona, aby moi opiekunowie się nie martwili o brak towarzystwa. Moja rzekoma przyjaciółka miała wyjechać na wakacje do Alaski, do rodziców, którzy tam pracują. Mieszka w Londynie, u cioci. Dość szybko wymyśliłam jej biografię. Jednak mamę trapi to, że dziewczyna jeszcze nigdy nie była u nas w gości. Wymijam się jej srogą ciocią, a ja sama nie chcę jej zapraszać do naszego "takiego sobie" domu, choć wystrój naszego mieszkania wcale mi nie przeszkadza, musiałam wymyślić wymówkę.
- Jesteśmy. - oznajmia mama.
Przede mną maluje się ogromny budynek kościoła. Katedra św. Jerzego. Widzę tłumy osób idących na mszę. Mama całuje mnie w policzek i wychodzę. Wzdycham na moment, widząc grupki roześmianych dziewczyn. Dlaczego jestem wyrzutkiem społeczeństwa? Sama nie wiem, jakoś tak się ułożyło... Może jestem zbyt nieśmiała, za późno się ubiegałam o przyjaźń? Dręczą mnie pytania, ale idę. Ignoruję spojrzenia plastików z mojej klasy. Wchodzę do środka kościoła i zajmuję miejsce w jak najbardziej osamotnionej ławce. Mimo tłumów, nikt oprócz mnie na niej nie siedzi. Jest to zapomniane miejsce, tak jak ja. Wnętrze katedry jest proste, ale nad wyraz niesamowite. Po chwili słyszę pierwsze takty psalmu.
                                                                        ***
Szmery ucichają. Dyrektorka wkracza na środek i podchodzi do mikrofonu. Uśmiecha się złośliwie. Dyrektor Mean, jest przebrzydłą kobietą. Doprawdy, nie wiem skąd bierze się w jej małym ciałku tyle wściekłości! Dziewczyna obok mnie przybiera pełną odrazy minę.
- Witajcie, kochani. - zaczyna dyrektorka. - Widzę was w całym, a nawet większym komplecie. - śmieje się. - Mam zaszczyt powitać nowych jak i starych uczniów w naszej dobrej szkole, KCL (King's College London). Jednakże najwspanialszą nowiną, jaką możemy dziś usłyszeć jest powitać chłopców z One Direction! Zapraszam was tutaj.
Wszyscy milkną. Pięciu chłopaków podchodzi niechętnie do dyrektorki, która ich obejmuje. Słyszę wyrazy współczucia, podekscytowane piski, a mi zamiera serce, gdy ON się we mnie wpatruje...
                                                    ___________________________
No i mamy cz. I, gdyż Prolog się wam spodobał :)
Komentujcie, polecajcie znajomym! <3
/Marseleg

środa, 5 marca 2014

Olivarry IV

... -Zadzwonię wieczorem- Zakończył uśmiechem.
To był najlepszy dzień w moim życiu.
Tyle szczęścia, jednego dnia. ...
Następnego dna nie zbudziła mnie Drabina Vic, lecz jasne promyki słońca.Zaraz po moim przebudzeniu ubrałam się w biały top, pomarańczową bluzę i jeansy. Standardzik. Na szybko związałam włosy w kok, założyłam opaskę, i zeszłam na śniadanie.

Za śniadanie zjadłam jajecznice, którą wcześniej spaliłam. Ale cóż, mieszkam sama, nikt inny nie mógł tego zjeść xD.
Miałam już włączać TV, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Ha! Wiedziałam że Vic jednak przyjdzie!
Otwierając drzwi krzyknęłam
"I CO VIC? STĘSKNIŁAŚ SIĘ?" Złowieszczy głos zaraz zamilkł, zobaczyłam Harrego.
-No, może trochę... Ale z tego co wiem mama dała mi imię Harry- Zabujczy uśmiech- Przyszłem spytać co u Ciebie. Nie mogłem wczoraj zadzwonić, komórka mi padła.
-Jasne, nie ma sprawy. Może wejdziesz?
-Okey.
-Kawy, herbaty?
Spojrzał na mój kubek z herbatą. -Herbatę.
Zaparzyłam herbatę, włączyłam telewizje i zaczęliśmy rozmawiać. Pomimo tego że jesteśmy z innych sfer bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Hazz był dla mnie bardzo miły.
-Przepraszam, muszę już iść. Zechciałabyś pójść jutro ze mną do kina?
-Z chęcią! Przyjdziesz po mnie?
-O 17:00 bądź gotowa.- Serdeczny uśmiech. Czy ja jestem w niebie?
Na koniec rozmowy przytulił mnie i pocałował w policzek. Jest idealny. Czuły. Miły. Troskliwy. Zakochałam się. Motyle w brzuchu nie dają mi spokoju. ♥
____________________________________________________________
Ej, kochani, statystyki spadają ;-;
Mam prośbę, możecie wysłać naszego bloga znajomym?
Będę wdzięczna ♥
// Kivi

wtorek, 4 marca 2014

Olivarry III

...Po wyjściu od makijażystki,jak gdyby nigdy nic weszłam na plan. Z garderoby nieznanego mi dotychczas aktora wyszedł chłopak. Moje serce stanęło...
Stał tam on. Niesamowicie ubrany, wysoki brunet z kręconymi włosami. Jego zielone oczy wprawiły mnie w pewnego rodzaju hipnozę. Wpadłam na niego. Pomógł mi wstać.
-Nic Ci nie jest?- Jezu, czy ja umarłam?
-N-n-nie- Nie mogę wydusić z siebie słowa.
-Na pewno? Blado wyglądasz.
-N-na pewno. Jesteś Harry'm Styles'em, czy mam omamy?
-Heh, tak to ja.
Nie pamiętam co dalej się stało. Obudziłam się na kanapie w korytarzu. Siedział koło mnie i czekał aż się obudzę. Nie wierzę. On, mój idol siedział i czekał NA MNIE.
-Nic Ci nie jest? - Zapytał wtórnie.
-Mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie?- odparłam jak skończona idiotka.
-Nie będzie Ci to potrzebne, gramy w jednej reklamie!- Jego nieziemski uśmiech poszerzył swoje granice.
-Nie wierzę, serio?
-Serio.- Przytulił mnie i odprowadził na plan, na którym ludzie już się zebrali. Miała się tam odbyć "impreza" na której mam pocałować... pocałować HARR'EGO? Kolejne z marzeń się spełnia. Jestem szczęściarą. Jestem taką cholerną szczęściarą.
Na planie pojawiły się balony... Włączyli muzykę... Moja kolej... Wzięłam te perfumy, spryskałam się nimi... Zjawił się on... Nasze usta złączyły się ze sobą w ciepłym pocałunku.

Co jak co, ale całuje świetnie.
-Świetnie całujesz- usłyszałam głos za moimi plecami. On.
-Dzięki, ty też- Banan na twarzy, burak na twarzy :))))
-Dasz mi swój numer telefonu?- Jezu to uczucie jest takie akfgjgkegrle *O* <3
-Jasne, 697 *** ***.
-Zadzwonię wieczorem- Zakończył uśmiechem.
To był najlepszy dzień w moim życiu.
Tyle szczęścia, jednego dnia. ♥
_______________________________________________________________
Tak na szybko :)
Dziękusy za miłe komentarze ♥ // Kivi

poniedziałek, 3 marca 2014

Imagin z Niallem - ,,I always love you" PROLOG

To będzie mój pierwszy post-rozdział na tym blogu, więc trochę się boję, że mi nie wyjdzie :/ No, ale jakoś dam radę. Najpierw ostrzegam, że bohaterzy mają aski, abyście ich mogli lepiej poznać, tak jak osoby z Darka mają Twittera, a że te imaginy będą tylko kilkunastu-częściowe, lepiej założyć na szybko aska, niż się dziobać ( CO XD ) z Twitterem. Także, zapraszam do miłej lektury.
Występują:
Alice Taylor
Niall Horan
Harry Styles
Liam Payne
Louis Tomlinson
Zayn Malik
                       _____________________________________________________________
                                                                      PROLOG

"I przeraża mnie to wszystko, każdy krok budzi chandrę, a najcięższe co noszę, to ten wzrok innych ludzi."
Patrzę w jego chłodną twarz, przełykając łzy. Nie widzę u niego żadnych uczuć. Pustkę. Jakby był... Martwy. Serce kuje mnie boleśnie. Nawet nie staram się opanować emocji, po prostu... Rozdziera mnie na kawałki. Na milion drobniutkich kawałeczków.
- C-cc-o? - bełkoczę.
Nie odpowiada. Nie reaguje nawet na moje cierpienie. Tęczówka nabiera mu ciemnego koloru. Usta mi drżą. Czuję się jakby ktoś wrzucił mnie do studni, która na dnie miała tysiące igiełek, wbijających się pod skórę.
- Słyszałaś. - odpowiada szorstko. - Nie mam siły dłużej ciągnąć tego związku. Jest męczący. Dusi mnie.
Mrugam energicznie. Czy on sobie żartuje? Przecież... Mówił, że to najlepsze co się mu w życiu przytrafiło... Nie mam ochoty dłużej tego słuchać. Posyłam mu ostatnie, pełne cierpienia i nienawiści spojrzenie i odchodzę. Połykam gorzkie łzy, nie zwracając uwagi na jego krzyki, proszące o rozmowę. Był dupkiem. Jest nim. Dlaczego dałam nabrać się na jego słodkie słówka? Dlaczego go pokochałam? Wycieram rękawem oczy. Wyobrażam sobie swój wygląd. Rozczochrane włosy, rozmazany makijaż i łzy... Przyśpieszam kroku, gdy orientuję się, jak ludzie na mnie patrzą. W kieszeni czuję wibracje telefonu. Ignoruję go. Idę przed siebie, bez jakiegokolwiek wyrazu zainteresowania światem. Wieję obojętnością. Wieję depresją...
                  _______________________________________________________________
Cóż, moje opowiadanie będzie bardzo smutne. Chciałabym, żeby odróżniało się od opowiadania Kivi, tym że moje będzie, hm, takie jakie przeczytaliście. Mokre od łez. No i ważne, że chcę przedstawić silne uczucie. Co tu jeszcze dodać? Mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie przez opowiadanie bez happy endu, i nie dorobicie mi przydomku "ponuraczki", bo w rzeczywistości... Jestem, delikatnie mówiąc, mniej ogarnięta niż normalny człowiek. Dość gadania o mnie. Następne opowiadanie będzie bardziej szczęśliwe. Hm... Jeśli będę miała czas, to może zrobię trailer do tego opowiadania. To chyba wszystko. Teraz czas na wasze opinie. :) Mam nadzieję, że będą pozytywne.
PS: Opowiadanie (wyjątkowo) będzie w czasie teraźniejszym. Naszło mnie na inną powieść, niż zwykle sobie piszę.
//Marseleg







Olivarry II

...Ostatni raz poprawiłam włosy. Weszłam...
Moim oczom ukazało się przestronne biuro. Bardzo eleganckie i nowoczesne, było oznaką zamożności właściciela firmy. Usiadłam na niesamowicie niewygodnym fotelu.
-Dzień dobry.-Johny oderwał mnie od zamyśleń nad wyglądem biura.-A więc pani Brose-dramatyczna pauza- podjęliśmy decyzję o przyjęciu pani.
Super. Fajnie. Dzięki. Ale to już wiem.
-Bardzo cieszy mnie ta wiadomość.-nie wiem po co ja to powiedziałam O.o
-Musi pani jedynie podpisać regulamin.-Przysunął do mnie świstek. Przeczytałam i od razu się podpisałam.Uśmiechnął się po czym odparł:
-Widzę że jesteś zdecydowana-podał kolejne kartki- tu jest scenariusz reklamy.
-Przeczytam go w domu, dziękuję- uśmiech zagościł na mojej twarzy.
-Przyjedź za tydzień o tej samej porze.
Skinęłam głową, wyszłam.
Zero emocji. Weszłam do auta.
-Co jest skarbie?-Vic zapytała ze smutkiem.
W tym czasie ja nabrałam uśmiechu i wykrzyczałam:
-MAM TE ROLĘ! MAM TĘ ROLĘ!
Vic od razu zaczęła szaleć ze mną, fajnie czasem się tak powygłupiać :D
-Mam też scenariusz.
-I co? Jaka to rola?
-To tylko reklama perfum. Jest impreza, mnóstwo balonów, tańczę, spryskuję się perfumami, podchodzi do mnie chłopak i mnie całuje.
-Uuu! Taka odważna jesteś? Pocałunek? Hahahahahaha- Vic jak zawsze w swoim żywiole.
-Tak, hahaha to tylko pocałunek, dam radę! xD
                                  ***
Cały tydzień przygotowywałam się do nagrań,byłam w stu procentach przygotowana na wszystko.
-A jak to będzie brzydal?-Vic, zamorduję cię, odbierasz mi pewność siebie!
-Przecież to aktor, musi być przystojny!- Rozkminiłam ją.
-No dobra już, dobra. Żartuję sobie. Ale już pora jechać. Gotowa?
-Tak, na pewno.
Ubrałam wcześniej dostarczone mi ciuchy, podobały mi się. Przejrzałam się w lustrze. Moje oczy zobaczyły niezłą laskę! Przyszłą gwiazdę Hollywood!

 Przez drogę śpiewałyśmy sobie coś w stylu: "Bejbi ju lajt ap maj łorld lajk nołbodi else!"
               ***
Po wyjściu od makijażystki,jak gdyby nigdy nic weszłam na plan. Z garderoby nieznanego mi dotychczas aktora wyszedł chłopak. Uśmiechnął się. Moje serce stanęło.

_______________________________________________________________________
Buziaczki <3 
Nawet nie wiecie jak długo szukałam tego zestawu O.o //Kivi

niedziela, 2 marca 2014

Małe ogarnięcie spraw :D

Hejka, tu obie adminki/właścicielki bloga.
Obie dodajemy imaginy. :D
Kivi już swój zaczęła ( "Olivarry")
Natomiast Marseleg zaczyna pisać imagin z Niallem.
Postaramy się codziennie dodawać posty.
Każdy z chłopców będzie miał swój imagin, po kolei :
1.Harry ("Olivarry")-Kivi
2.Niall -Marseleg
3.Lou-Kivi
4.Zayn -Marseleg
5. Liam- Kivi
I od początku. Tym razem Marseleg o Harry'm, Kivi o Niall'u itd...
Kolejność jest losowa.
Buziaczki, 2D ( Dwie Directioners) :*

Olivarry cz.I

...Mój dzwonek. Odebrałam, nie wiedząc że po tej rozmowie moje życie całkowicie się zmieni.
-Halo?- Odezwałam się.
-Czy mam przyjemność mówić z panią Brose?- Tajemniczy głos w słuchawce coś jednak mi przypominał.
- Tak, a kto mówi?
-John Harper z agencji reklamowej, była pani u nas na Castingu.-Zagadka rozwiązana. Zapomniałam że tydzień temu ubiegałam się o rolę w reklamie znanej marki perfum.-A więc, postanowiliśmy panią przyjąć, jutro o 12:00 przyjedź do naszego biura, wszystko uzgodnimy.
-Oczywiście, będę na sto procent.-Odpowiedziałam z zachwytem. Facet podziękował i kulturalnie się rozłączył.
Zagram w reklamie! To pierwszy stopień do aktorstwa. Tak się cieszę! Jezu, muszę o tym powiedzieć Vic!
Wyjęłam telefon po raz kolejny i wystukałam numer do Vic.
-Jezu, nie uwierzysz!-Nie miałam zwyczaju się z nią witać- Pamiętasz ten Casting?
-Tak, pamiętam. ZARAZ CO?! Dostałaś się? Naprawdę?! Jezu!- Słyszałam w jej głosie wyraźne szczęście- Gratulacje!
-Dzięki, przyjedź jutro przed 12:00 i pomóż mi się ubrać!-Nie czekałam na zgodę bo wiedziałam że przyjedzie.
-Jasne że będę, do roboty mała! Świat show biznesu stoi otworem!
-Musisz mi wypominać że jestem niska?  Nienawidzę tego, drabino!
-Hahaha kocham jak się denerwujesz, trzymaj się,do jutra!- Rozłączyła się.
Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Jedno z moich marzeń właśnie się spełnia. Moje życie nabiera sensu. NARESZCIE!
                                                                        ***          
Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. No oczywiście że to była Drabina Vic! Zerkając na zegarek ujrzałam godzinę 6:00. COOOOOO? W WEEKEND? JA JĄ ZABIJE! Miała przyjść PRZED 12:00 ale nie O 6:00 RANO! Nie ważne xD
-Hej złotko, wstałaś już? Pamiętasz, że masz dziś spotkanie? W co się ubierasz?- Skąd ona bierze tyle energii o SZÓSTEJ RANO?
-Nie wiem- Odpowiedziałam ziewając- Miałaś mi w tym pomóc, co nie?
Nie zorientowałam się kiedy ona weszła do kuchni, i zrobiła mi kanapkę.
-Zjedz śniadanie, i pójdziemy Cię ubrać, to wyjątkowy dzień!
-Ty mi tu nie matkuj!-Odpowiedziałam żartem- Okej, chcesz coś do picia?
-Herbatę, jeśli można.
...
Po śniadaniu poszłyśmy na górę. Ile ja mam ubrań! Żadnego idealnego na tą okazję. Po godzinie wybrałyśmy zestaw idealny. Wyglądał tak:
                                                                    ***
W samochodzie cały czas ćwiczyłyśmy rozmowę moją i John'ego. Wychodziło nam to... Krótko mówiąc dziwnie xD
"-A więc jeśli zaatakuje panią żelkowy słoń, ucieknie pani?
-Ależ oczywiście! Ucieknę i schowam się w piankowym wozie strażackim!
-A jak zaatakuje panią guma do żucia?
-Zażelkuję ją."
Jak tak miałaby wyglądać moja rozmowa z John'ym chyba nie dostałabym tej roli xD
                                                                    ***
Parking. Drzwi. Jezu jak ja się boję. Wchodzę.
-Dzień dobry, byłam umówiona z panem John'ym Harper'em.-Poważnie oznajmiłam.
-Pani Brose? A tak, proszę wejść do Gabinetu pana John'a to pierwsze drzwi po prawej.
-Dziękuję.
Poprawiłam ostatni raz włosy i weszłam...
_________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Nareszcie jest! Pierwsza część! WOOOHOOO!
I jak? Pisać dwójkę? :D